z żubrem za pan brat 
Bio-chemy wybierają się na obóz, dzięki dyspozycyjności polskiej kolei komfortowy dojazd do BPN jest zapewniony, aczkolwiek z powodu licznych strajków nie ma pewności, co do ich powrotu. W tej sytuacji pojawiła się sugestia, że w takich chwilach wszyscy jesteśmy biologami. Najwyżej tam zostaną trochę dłużej, ale rodzi się pytanie: co z ich opiekunami? Nie zdążyli nam oddać jeszcze licznych popraw, więc ich brak działa na naszą niekorzyść, bo tak to nie ukrywamy, że po całym roku ciężkiej pracy zasłużyli sobie na dłuuugie i udane wakacji wśród żubrów( albo Żubrów w stanie ciekłym) w Puszczy Białowieskiej. Wszyscy pozostali, którzy nie są BI-ologami (obiecujemy być z naszą kadrą naukową duchem) i kiedy oni będą podziwiać żubry w stanie wolnym my także w stanie wolnym dzięki Żubrówce zapewnimy sobie równie odjechane wrażenia jak przy osobistej konfrontacji z dzikim zwierzem w puszczy, byleby ktoś sobie nie uzmysłowił, że jak puszcza, to żadnej okazji się nie przepuszcza i trzeba się puszczać...

W podziale godzin dwukrotnie nastąpiły zmiany, ku naszemu rozgoryczeniu nie nastąpiła redukcja liczby godzin lekcyjnych. Po cichu każda klasa liczyła, że może autor planu pomyli się na naszą korzyść i zredukuje go o co najmniej jedną godzinę. Aczkolwiek dzięki zmianom, reorganizacji uległ rozkład umówionych sprawdzianów, zatem mamy więcej czasu do nauczenia.

Nasz nieprwdopodbnie wielebny ojciec dyrektor pozbył się brody. A przecież broda to archetypowy symbol nieujarzmionej, dzikiej, pierwotnej męskiej siły, ale także powagi i mądrości. Zatem warto podjąć refleksje cóż ten czyn w wykonaniu Fathera Warma miał oznaczać?

Gugu


[ Zobacz wpis ] ( 959 Oglądane )   |  Link trwały
egzaminy (z) dojrzałości 
Szkoła przeżywa matury. Niektórzy nie narzekają, ponieważ część nauczycieli jest wtedy nieobecna. Maturzyści już raczej tak nie myślą i mają inne priorytety. Czasem jest łatwiej, czasem trudniej. Drugie klasy także niewolne są od maturalnych wyzwań choćby z matematyki. Egzamin dojrzałości spowodował reorganizację ruchu w szkole, bowiem nieczynny jest zwykle jeden odcinek drogi- schody łączące bibliotekę z I piętrem. Czasem komuś przypadkiem uda się zapędzić w zakazane i zastawiane przejście i na nic zda się uganianie się pana Antoniego za taki delikwentem. Chociaż trzeba przyznać, że takiego agenta w pościgu nie powstydziłoby się nawet FBI.
A propos zastępstw instynkt uczniowski jest silniejszy i czasem pokusa opuszczenia jakiejś godziny lekcyjnej jest silniejsza. Pewna klasa, określająca się jako The mat-fiz w piątek nie pojawiła się na zastępstwie z fizyki, tłumacząc się, że tą lekcją dopiero zaczynali piątkowe zajęcia i zawsze w takich sytuacjach "uczniowie są zwolnieni do domu". Niektórzy nauczyciele mieli trochę inne spojrzenie na całą sytuację. Z jednej strony czyn karygodny, z drugiej zaś co to za uczeń który nigdy nie zaliczył wagarów; to dokładnie tak jakby wybrać się na pustynię i nie zobaczyć piasku( chyba, że to pustynia lodowa lub "Pustynia w moim życiu" -klasy licealne, mające zajęcia z terrorystą zapewne mają za sobą tego typu mistyczne doświadczenia). Co więcej, nic nie spaja i nie integruje klasy tak jak wspólny wypad na zamek lub wały i to koniecznie w czasie lekcji. A cóż jest ważniejsze niż późniejsza zgrana praca w grupie? Potem jeszcze rozniosły się jakieś plotki, że taka grzeczna klasa uciekła, a przecież badanie maksymalnej szybkości, jaką możemy osiągnąć dzięki adrenalinie spowodowanej napotkaniem radiowozu należy do ważnych zagadnień z zakresu fizyki.
W ubiegłym tygodniu nasza szkołę odwiedził agent SJ- ksiądz Niechwiej, który trudni się teraz chrystianizacją pogańskiej Warszawy.

Gugu


[ Zobacz wpis ] ( 898 Oglądane )   |  Link trwały
Przyszedł kwiecień, teraz maj... 
... z kwietniem egzaminy naszych ukochanych gimnazjalistów, trwające trzy dni: 27, 28, 29. Jak poszły im testy okaże się później, na razie jednak jest wskazane nadal trzymać kciuki za uczniów naszej szkoły bo...
... z majem zaś, rozpoczęły się matury, polski już za nami, matma w trakcie, a reszta przed.
Nic nie cieszy jak cudze nieszczęście - tak mówią, jednak w tym przypadku nie ma się co cieszyć moi drodzy, lecz należy wspierać tych, którzy pocą się teraz dla siebie ale i dla przyszłych pokoleń. Nie bójcie się WAS do spotka prędzej czy później.

Powracając jednak do kwietnia. Był taki sobotni, popołudniowy dzień, niezwykle słoneczny, przybrany radością. Nie dziwota moi drodzy, bo w tym też dniu nasz vice-dyrektor, O. Radosław Robak złożył swoje ostatnie śluby zakonne. Odbyła się z tej okazji niezwykle uroczysta msza. Szczerze mówiąc nigdy nie byłam na takiej mszy: było tam wiele ciepła, nie brakowało szczęścia, proszę mi wierzyć :D Następnie w zakrystii rodzina, przyjaciele i koledzy O. Robaka składali mu życzenia, lecz tłumnie (a jakże!) przybyli także uczniowie i nauczyciele naszego Liceum i Gimnazjum. Nasz wielebny fizyk mógł doświadczyć aż nadto zjawiska jakim jest wzajemne przyciąganie się ciał :P Obyśmy i my mogli brać z niego przykład i tak jak on się spełniać... oczywiście nie musimy się koniecznie przywiązywać do murów zakonnych ;)

W tym też dniu urodziny obchodził znakomity nauczyciel biologii i chemii (młodsze roczniki niestety nie miały go okazji poznać, a może, może kiedyś...) ks. Artur Niechwiej SJ. Zasypaliśmy go gradem życzeń i zaśpiewaliśmy mu hucznie sto lat. Dobrze, że nikomu w kościele nie wyrwało się "Jeszcze po kropelce...".

Aktualnie liceum przesiaduje sobie w swoich przytulnych domkach, gimnazjum chodzi z nieukrywaną "radością" do szkoły, no a maturzyści ślęczą nad biurkami z toną książek - lepiej późno niż wcale :P

Nikt nie może już doczekać się tego dźwięku... ostatni dzwonek. Ah! Byle wytrwać do wakacji, no już naprawdę nie dużo. Miejmy nadzieje, że ten czas, który pozostał do końca roku szkolnego nauczyciele spożytkują jak najbardziej wzorowo - taka piękna pogoda (co? ktoś mówił coś o tym tygodniu? nieeee!), no np.: chodźmy pokopać w piłkę na fizyce: sprawdzimy jej pęd i oznaczymy właściwie wektory na ich trajektoriach lotu, na biologii pozbieramy rożne robaki i inne owady oraz sklasyfikujemy odpowiednio, co do historii, moglibyśmy poznać intrygujące zakątki naszego miasta: wiele monopolowych na pociąąąągające historie, zaś na polskim moglibyśmy opisywać niczym Homer morze Tyrreńskie, wzburzone fale Dunaju, na angielskim, francuskim, czy niemieckim popisać się naszymi umiejętnościami lingwistycznymi i wskazać drogę zagubionemu turyście do pewnego klubu: in front of the our school//en face de notre école//vor unserer Schule. ;) Różne takie... eh... konieczność przetrwania się wzmaga z każdym dniem jak i wizja dwóch miesięcy wolnego!

Lianell


[ Zobacz wpis ] ( 1158 Oglądane )   |  Link trwały
Wielka_i_Noc_zgłoście_się_! 
Dziś ostatni dzień marca. Już po zmianie czasu. Ukrócili nas o 1h i niewątpliwie to dla pracujących umysłem rzecz ciężka do przejścia. Cóż, trzeba się niejednokrotnie pogodzić z faktem, iż dzieje się tak odkąd wprowadzono poprawki do kalendarza gregoriańskiego. Nie należy jednak winić papieża za pomysł mający pomóc zbawić ludzkość :D Dzięki temu możemy faktycznie kontrolować czas na Ziemi, bez większego niepokoju i nerwów ;) Chociaż Rosja... ummm... pomińmy. Jak wiosna się rozpoczęła? W szkole z pewnością żywiołowo. Nasi rodzice robili porządki w domu, my w naszych mózgach, zaś nauczyciele w dziennikach przy pomocy wszelkich form sprawdzających naszą wiedzę. Jest to niezwykle niewinne, nieprawdaż? Jednak to tylko zdanie nauczycieli pozbawionych chociażby decymetra sześciennego barwy motylej na sercu... no zero poczucia dbałości o przyszłe pokolenie; chyba nie myślą, że będziemy pracować tylko odsypiając te nieprzespane noce, które zamiast w ciepłym łóżku spędzamy nad toną książek i zeszytów. Jedyne co może pocieszać to próba przekazania fantazji ułańskiej przyszłym pokoleniom. Jakby jakaś data narodzin poety lub słynnego radiologa była nam potrzebna do zbawienia. A nóż się trafi i nasze życie będzie zależeć od tej daty? To chyba jedyna pozytywna strona i jedyny kartezjański, racjonalistyczny powód do sposobu przystosowania nas do świata, w którym rządzą różni TeRrOrYśCi. Nie ma to jak konserwatywne poglądy :P Prócz tego, w końcu po wielu nieudanych próbach wyszła nasza szkolna gazetka. "Skarga. Nic o nas bez nas" to jej kolejny numer, którego wydanie było przez różnorakie preturbacyje opóźnione, lecz dzięki nieugiętości i wytrwałości kilku osób gazetka koniec końców ujrzała światło dzienne. Zespół redakcyjny zaprasza do lektury!
Dziś w szkole odbyły się śniadania wielkanocne. Stan rzeczy: uczniowie zadowoleni, bo jeden dzień więcej odpoczynku, nauczyciele, o dziwo! tak samo jak i my. Śniadanie miało się rozpocząć o 9.00. Jednak niektórzy już o przed ósmą kursowali po szkole tam i we te, by sale były przygotowane do tej symbolicznej uroczystości. Śniadania zorganizowane dokładniej lub mniej, choć każdy starał się jak mógł, by było ono jak najbardziej rodzinne i przytulne. O.dyrektor święcił pokarmy i życzył każdej klasie dobrych i miłych świąt oraz smacznego jajka. Po śniadaniu nie obyło się bez użycia cennej substancji jaką jest H20 w celach rekreacyjnych. Kiedy jednak i jej zabrakło (Jezuici zadbali o to by zakręcić kurki z dopływem wody; miejmy nadzieję, że tak nie stanie się z gazem) chwycono się bardziej lepkich metod, czyt. soków. Po skończonych celebracjach, dwa w jednym (Śniadanie Wielkanocne i Śmigus Dyngus) wszyscy rozeszli się w pokoju do swych domów czekając na Zmartwychwstanie Pańskie. Amen.

Smacznego jajca i mokrego dyngusa:
Lianell, gugu i Mops


[ Zobacz wpis ] ( 982 Oglądane )   |  Link trwały
ReKreacje 
ReKreacje, czyt. Rekolekcje ;) Cóż tu o nich można powiedzieć? Streścić się można w kilku zdaniach, np.:
Było fajne. Modliliśmy się do Pana Boga o zdrowie rodziny, psa, nauczycieli itd. Śpiewaliśmy dużo piosenek. Uczestniczyliśmy w Mszach Świętych. - tak można powiedzieć bardzo lakonicznie o rekolekcjach i to zarówno licealnych, jak i gimnazjalnych. Ja jednak preferuje bardziej kunsztowne opisy wzbogacone o anegdotki, a jak się da, to i o ciekawe cytaty :)
Rekolekcje w gimnazjum - trwały przez jeden dzień, mianowicie odbyły się 26 lutego 2010 roku w piątek. Uczniowie musieli przyjść, na 8.45 i spotkać mieli się wszyscy w szkolnej sali gimnastycznej. Jako że są dzicy i dziksi trzeba było dopilnować tej całej zgrai rozbrykanych łobuziaków, postawiono więc w stan gotowości cały sztab generalny, w którego skład wchodzili: przede wszystkim Ksiądz prowadzący prym - Jakub Śpiewak SJ, trzech jego VIP-ów, a także tacy nauczyciele jak: mgr Marcin Smajdor, mgr Monika Ma(j)ciaszek, brat "bliźniak" mgr inż. Tomasza Słomczyńskiego (pseud. wiadomy o.O) - mgr Marek Słomczyński (pseud. wiadomy), mgr Anna Kumor, mgr Bartosz Wańczyk, mgr Marek Szymański i inni równie zadziwiający luuudzie. Relacje światków mówią zbyt wiele by móc opowiedzieć wszystko. Najciekawszym jednak przeżyciem było wyobrażanie sobie drzewa, na które wspiął się pewien celnik by ujrzeć Jezusa... przesłanie rekolekcji: by zobaczyć swojego idola skacz wyżej niż on sam może xD
Co do liceum... uhh dużo by mówić :)) Skoncentrujmy się na razie na klasach I liceum (o II i III wkrótce).
W tych rekolekcjach klasy pierwsze mogłyby być wdzięczne za nocleg, jedzenie, wodę, światło i ciepło - zakonnicom, które udzieliły nam schronienia w swoim Domu Rekolekcyjnym w Ciężkowicach. Z tegoż względu, że dom ów był drewniany, a przypadkowy ogień mógłby go uszkodzić, postanowili pilnować nas wychowawcy klas pierwszych: mgr Ewa Młynarczyk (IA), mgr Monika Twardowska-Święs (IB), mgr Bożena Sułkowska (IC). Zaś by odwrócić naszą uwagę od złego i sprowadzić na ścieżkę dobra sprowadzono z bagien warszawskich kaznodzieje: ks. Artura Niechwieja SJ; głównym jednak organem mającym pomóc w nawracaniu nas stał się ks. Mariusz Łobodziński SJ. By zapobiec ewentualnym poszerzeniu tych społeczności klasowych, zdeterminowani opiekunowie postanowili umieścić chłopców na parterze domostwa, zaś pierwsze piętro opanowała płeć przeciwna. Po godzinnej jeździe z NS do Ciężkowic o godzinie 17.00 z groszami byliśmy już na miejscu - pomijam fakt, że trzeba było się wspindrać na kawał góry :P. Po jako takim zakwaterowaniu i rozeznaniu w terenie, na 18.00 przyszliśmy na kolację. Godzinę później też siedzieliśmy na c z t e r e c h literach tyle że w kaplicy znajdującej się na 2 piętrze. Tuż po mszy udaliśmy się na wieczorny seans, który był możliwy tylko i wyłącznie dzięki zdolnością kilku osób o pojęciu ponad przeciętnym z zakresu wiedzy informatycznej i bynajmniej nie był to pan mgr inż. Aleksander Jarmoliński :P Niestety mimo tych wprawnych rąk, film pt. "Zielona mila" zatrzymywał się - co ciekawe zawsze w dość dziwnych momentach, kiedy jednak zatrzymało się wtedy gdy para małżonków się obejmowała, zaczęliśmy podejrzewać, że zakonnice nałożyły cenzurę. Technika zawodzi i to czysta prawda, tak więc mimo trudów musieliśmy zrezygnować z oglądania w całości tego filmu. Po pokonaniu "milowych" kolejek pod prysznice, zastosowaniu środków czyszczących, udaliśmy się do swoich pokoi, gdzie tam niemalże każda osoba nie zasnęła wcześniej niż o 1.00, no ale już o tym nie mówmy :D Dnia następnego mieliśmy modlitw, a modlitw, najpierw poranna, potem adoracje NS, potem msza, w między czasie śniadanie, spacer dwugodzinny, obiad (co było na nim? Jak ktoś chce wiedzieć, to proszę się spytać ks. Łobodzińskiego, który jest smakoszem i z pewnością doskonale zapamiętał wszystko co można było i co było związane z obiadem), kolacja. Od mniej więcej godziny 20.00 oglądaliśmy, a w zasadzie do oglądaliśmy film, niedokończony poprzedniego wieczoru, następnie mieliśmy pół godziny na wymycie się, po czym przyszła kolej na komedię francuską, która została puszczona najprawdopodobniej dla potrzeb nauczycieli, którzy chcieli nas "zamęczyć na sen". Tak też się stało, po oglądnięciu w całym Domu Rekolekcyjnym było cichuteńko jak makiem zasiał, bowiem wszyscy padli na łóżka. Rano powtórka z rozrywki - poranna modlitwa, śniadanie i konferencja. Chwila na spakowanie manatek, spowiedź - szczerze mówiąc nie wiem, czy ktoś z niej w ogóle skorzystał :PP Po Mszy Świętej, ostatniej wspólnej modlitwie na rekolekcjach 2010, zeszliśmy na obiad. Potem ostatecznie opuściliśmy Dom Rekolekcyjny, lecz przedtem uwieczniliśmy się w Księdze Pamiątkowej zakonnic. W końcu nic już nam nie pozostało jak udać się na rynek w Ciężkowicach, skąd udaliśmy się z powrotem do Nowego Sącza.
Modlitwa i zaduma, chwile śmiechu, może też zwątpienia w swoje możliwości, te trzy dni dały nam zapewne wiele do myślenia, jednak chyba przede wszystkim osiągnęliśmy jeden z głównych założeń tych rekolekcji - nie tylko poznaliśmy się sami lepiej od wewnątrz, ale też wzajemnie umocniliśmy nasze więzy koleżeńskie, odkrywając jak wiele znaczy przyjaźń ;)

Lianell

P.S. Zapomniałbym dodać, szanowny Rafał Palej został Misską Jezuitów 2010, jak widać, rekolekcje pozwoliły odkryć jego prawdziwe powołanie :P Gratulujemy Rafałowi! Mamy nadzieje, że powtórzy swój sukces w następnym roku, czym zagwarantuje sobie dostęp do wyboru Missek Małopolskich!

[ Zobacz wpis ] ( 1404 Oglądane )   |  Link trwały

<<Pierwszy <Powrót | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | Dalej> Ostatni>>