"... lat minęło jak jeden dzień" 
"Już bliżej jest niż dalej, o tym wiesz." - tak, Nowy Rok się zaczął, co prawda z Dodą, ale chwalebnie wyrównała szanse na powodzenie w życiu, na kolejny rok zwycięstw, szałowa Maryla Rodowicz. Nikt co prawda jeszcze nie śpiewał i nie biegał przez płotki równocześnie, ale nasza szkoła ze względu na wyjątkowość wszystkich możliwych 'chwytów' jest pod tym względem, niesamowicie niezrównana (nie myl: 'niezrównoważona'). Jak widać społeczeństwo ciała pedagogicznego nic sobie nie robi z tego, że Nowy Rok już rozpoczęty - co jest synonimem związku wyrazowego - my ledwo żywi... Jednak oni niczym Cerber z hadesowych podziemi, czatują na tych, którzy zgodnie z zegarem biologicznym zapadają w sen zimowy. Ci biedacy są niczym porzucone młode - bez szans na przeżycie. Nie bez przyczyny biologii uczą pewne dwie Panie o ciekawym usposobieniu, ale niesamowicie... ummm... naturalistycznym :D A przecież trzeba pamiętać, że według standardów nauczycieli, uczeń mimo śniegowej pory nie może zaspokoić potrzeb swego orga(ni)zmu. Tu jednak fortuna się kołem toczy i dalej, nieprzerwanie jedzie równo po każdym z nas, niczym InterCity po polskich torach kolejowych. Nie dość tego, że nie dają nam spać, to jeszcze nie dosypiamy, przez multum nauki. Czemu się tak dzieje? Nauczyciele jako istoty przewyższające każdego innego śmiertelnika są bardziej wytrzymali psychicznie, nie wspominając o pewnych wyjątkach, dla bezpieczeństwa i ku potomności nie będę wymieniać. Powodem tej nad aktywności tego gatunku staje się ich przerwany sen, myśl nie dająca im za żadną cenę spać, myśl, że trzeba nam sprawdziany zrobić i rzucić nas na głębokie bagno. Najdogodniejszym terminem męczarni jest przecież tydzień poprzedzający czas ŚWIĘTA UCZNIA, czyt. ferie :)) Tak więc drodzy bracia i siostry, pobratymcy plemienni, pokażmy, że też jesteśmy twardzi, twardsi niż spiżowe mury Tartaru! Pamiętajcie jeszcze tylko cztery dni i freee!!!

Trzymajcie się zmęczone niedźwiadki!
Lianell


[ Zobacz wpis ] ( 1010 Oglądane )   |  Link trwały
Mikołajki 
Każde dziecko wie (tylko później zapomina), że na początku grudnia Święty Mikołaj przychodzi na świat i rozdaje prezenty. Z tego oczywistego powodu również do naszej szkoły przyszedł Mikołaj. Dzień 6 grudnia wypadł w niedzielę, więc mikołajki rozbiły się na te falstartowe i te spóźnione. W klasach, zgodnie z zasadą "każdy dla każdego" Mikołajów było wielu, choć nie każdy święty i nie wszystkie prezenty były, jak na Mikołaja przystało... odpowiednio cenzuralne. A uczniowie pomysłów mają wiele. Pojawiły się nawet skaczące części ciała kobiecego (jakie to wiadomo) ... Jedyną elitą był biol-chem rocznika pierwszego, gdyż do nich (ku zazdrości innych) naprawdę przyszedł Mikołaj. Gdy na swojej godz. wych. wkroczyli do sali, byli bardzo zaskoczeni, gdyż prezenty były już przygotowane. Czyżby cuda ?

Co do cudów to było ich więcej. Rzeczą prawie niemożliwą (nawet bardziej niż autostrady i stadiony na 2012) był fakt, cząstkowego udzielenia się świątecznej atmosfery naszym dyktatorom merytorycznym. W umysłach nauczycieli zaiskrzył (niczym iskry z maszyny elektrostatycznej z sali 209 rażące Panią od fizyki) pomysł chwilowego zawieszenia tyrani i obdarowania uciskanego ludu resztką miłosierdzia. Zaowocowało to na niektórych lekcjach brakiem przesłuchań czy składania pisemnych zeznań w dniu mikołajek. Choć nie wszystko było bezcelowe. Niektórzy wykładowcy częstowali swoich uczniów cukierkami niewiadomego pochodzenia, co pod pretekstem pojednania, na pewno miało zmusić nas do jeszcze większego wysiłku umysłowego, możliwego jedynie dzięki skromnej dawce glukozy. Z przykrością trzeba przyznać, iż nie zawsze było tak pięknie. Parafrazując przysłowie "student potrafi" na "uczeń potrafi", niektórzy uczniowie, wykorzystując mikołajki, jako okazję do składania jawnych łapówek, obdarowali swoich ulubionych nauczycieli prezentami, oczywiście ze szczerego serca i bezcelowo.

Po szkole krążył też Mikołaj w tradycyjnym stroju amerykańskim (cały czerwony, białe elementy, długa siwa broda i śmieszna czapka - strój niczym nie przypominający biskupa, ale cóż...). Musiał on transportować bardzo cenną zawartość, gdyż obstawy mógł mu pozazdrościć sam Barrack Obama. Samolotów F-16 ani F-999 nie było, ale za to miał budzących postrach 2 garniturowych goryli i 2 żołnierzy, którzy oczyszczali teren z niegrzecznych dzieci (i nauczycieli też) przed wkroczeniem Świętego. Robili to przez (prawie) wyważenie drzwi i ostrzelanie wszystkiego co się rusza, prawdopodobnie upamiętniając nadchodzącą rocznice stanu wojennego.

[ Zobacz wpis ] ( 834 Oglądane )   |  Link trwały
chrzest pierwszaków 
Od początku roku nie odbyło się od wołania KICI KICI do młodszych kolegów. Czasem ich to irytowało, a nasze niegroźne zawołania stawały się denerwujące. Cóż zrobić, każdy przecież musi przez to przejść. Trzeba być najmłodszym, żeby kiedyś być najstarszym w szkole...Jak nakazuje starodawna tradycja pierwszoklasiści powinni zostać ochrzczeni, aby stać się prawowitymi uczniami szkoły. Tak i my tego roku postanowiliśmy zorganizować nowo przybyłym KOTOM(tym z gimnazjum) BONIFACJE. Byli nieochrzczeni, a więc niewierni, co w szkole katolickiej stanowi skandal na miarę ministerstwa edukacji. Stali jak sieroty przed nieuchronnie zbliżającą się kartkówką z fizyki/informatyki.
O planowanych bonifacjach wiedzieli nieliczni. To jeszcze nic, że zgroza szerzyła się wszem i wobec, a atmosfera tajemnicy i dreszczyk emocji napełniały koty. Piekło miało się dopiero rozpocząć.
Zakładnicy zostali zaprowadzeni do szkolnych podziemi. Akompaniowały im MIŁE docinki ze strony trzecioklasistów. Kazano im pić mleko, aby wzbogacić ich dietę w niezbędne składniki odżywcze. Bo siła fizyczna będzie odtąd potrzebna nie tylko na fizyce.
A mówią: Pij mleko będziesz wielki jak pan Szymański(lub nasz były minister edukacji), jest do czego dążyć w każdym razie. Jeśli ktoś mimo wypijania dużych ilości wysokoprocentowego...mleka nie urośnie, pan Wańczyk pocieszy go faktem, że małe jest piękne. Swoją drogą rzeczywistość pokazuje, iż będąc niewysokim też można zostać prezydentem. Koty miały okazję zobaczyć parodię pewnych nauczycieli w wykonaniu kolegów i mieli zgadywać np. kto straszy minus jedynkami, a kto poprzez swoje dłuuugie i pouczające mowy propaguję zdobywanie kultury fizycznej na siłowni, nie pomijając oczywiście wszelkich niebezpieczeństw z tym związanych. Wysłuchali również przemowy kolegi Jordana, który w każdym szczególe przypominał towarzysza Stalina. Aczkolwiek wcale nie wzbudzał takiej grozy jak właściwy rosyjski dyktator(ciekawe, dlaczego). Swoją obecnością zaszczyciły szkolne podziemia dwie koleżanki z pierwszej klasy liceum, propagujące tolerancję dla innch orientacji. Miały one przypomnieć wszystkim, że licealistów w szczególności należy chwałą otaczać, bo mają więcej kłopotów na głowie niż gimnazjaliści.

Pierwszoklasiści zostali zobowiązani być posłusznym we wszystkim starszym kolegom, a wszystkich członków ciała pedagogicznego i ojca dyrektora należną czcią otaczać. Karabiny w rękach starszych kolegów same za siebie mówiły, co się stanie jeśli pierwszaki nie będą stosować się do pewnych z góry ustalonych zasad. Niektórzy licealiści pod czujnym OKIEM księdza Matejskiego ćwiczą na strzelnicy, wiec lepiej z nimi nie zadzierać.



[ Zobacz wpis ] ( 896 Oglądane )   |  Link trwały
...ukradli księżyc... 
Poniedziałkowe zajęcia uniemożliwiły nam osobiste "spotkanie się" z prezydentem Kaczyńskim, który w tym dniu odwiedził nasze miasto. Nasz wybraniec narodu zawstydził Turbo Dymomana, bo w przeciwieństwie do poprzednich prezydentów posiada swoją kopię i to wszystko dzięki klonowaniu. Tak, więc mamy zapasowego prezydenta, ale mimo wszystko nie mieliśmy możliwości wyjścia mu na spotkanie. A gdyby to były czasy komunistyczne(dobre czasy) to wyjście ze szkoły na spotkanie z towarzyszem obywatelem byłoby obowiązkowe, a nieobecność musiałaby być usprawiedliwiona zwolnieniem lekarskim bądź innym ważnym powodem. Wzięlibyśmy szturmówkę, założylibyśmy czerwone krawaty i radośnie śpiewalibyśmy "Na barykady, ludu roboczy". Aby godnie przyjąć przedstawiciela jedynej słusznej władzy przygotowania rozpoczęłyby się dużo wcześniej i nie marnowalibyśmy czasu na jakieś prędkości elektronów po orbicie czy wyposażenie armii niemieckiej podczas wojny. Wszyscy wiedzą, że armia naszych wschodnich przyjaciół była wyposażona sto razy lepiej...

W szkole mamy żałobę po kanarku, zginął w niewyjaśnionych okolicznościach (fachowo ujmując zjawisko nastąpił "spadek energii potencjalnej żywotności ciała").Trafne wydaję się tutaj sformułowanie jednej z naszych anglistek, a mianowicie:"nieumiejętne spowodowanie zabójstwa" przy tłumaczeniu słówka "manslaughter".Nie wiemy nic ponadto, iż przyczyną zgonu była śmierć. Ta smutna wiadomość obiegła szkołę w poniedziałek rano. Niewiadomo czy kanarek sporządził testament i gdzie ów dokument wyrażający ostatnią wolę miałby się znajdować. A kluczy do wszystkich zakamarków w sali biologicznej wytrwale strzeże jedna osoba, teraz przynajmniej wiemy, dlaczego...


[ Zobacz wpis ] ( 871 Oglądane )   |  Link trwały
Postimpresjonizm szkolny :)) 
Jak ogólnie wiadomo są w naszej szkole artyści i... artyści ;) Nie każdy ma prawo być artystą, jednak to zależy już tylko od niego, w końcu trzeba się "wyłamać", nieprawdaż? :P Mamy wiele różnych rodzajów artystów, od ubikacyjnych umilaczy zapachów na parterze - ktoś chyba próbował stworzyć nową linię chanel - przez artystów "tabletów graficznych" na naszych ławkach, po ostatnio, nawet artystów/poetów/mówców jak np. pan Antoni, który z każdym dniem ujawnia nam tajniki władania piękną, ARTYSTYCZNĄ polszczyzną (czy też łaciną z "barbarzyńskim akcentem" jakby to powiedziała Pani Wanatowicz). Jak to każdy da Vinci musimy mieć własną, "ciepłą" przestrzeń gdzie można w spokoju malować kolejne łasiczki z damami - pomysł podsunęła pewna uczennica z klasy humanistycznej na interesującej lekcji języka angielskiego (cytatu wierzcie mi przytaczać nie wypada) :D Pierwszaki swoją artystyczność ujawniają chyba w przemocy, niczym Hieronim Bosch na swych jakże realistycznych przedstawieniach naszego grzesznego świata. Zapewne galeria w naszej szkole będzie coraz to większa i to nie zależnie od naszej kultury osobistej, bowiem sztuka w końcu może być zarówno uporządkowania jak i niezwykle chaotyczna, pisana pod wpływem chwili. Trzeba zatem doceniać sztukę pod każdym względem, a zwłaszcza tą natchnioną, no bo w końcu co by było z naszą wiarą bez natchnienia? Wyobrażacie sobie świat bez Biblii? No oczywiście, że nie. Miejmy jednakże nadzieję, że nikt nie wpadnie na pomysł odcięcia sobie pewnych części ciała w tym zapale twórczym - pod tym względem nie bierzcie przykładu z Vincenta van Ghoga. Pamiętajcie, że artystyczna praca wymaga wiele wysiłku, doceńcie więc czasem: wy nauczyciele, szczytne i ambitne cele uczniów, pozwólcie im rozwijać swe ikarowe skrzydła, no chyba, że chcecie by uczniowie skończyli jako "Jedzący kartofle".

Miłego tygodnia:
Lianell...


[ Zobacz wpis ] ( 2698 Oglądane )   |  Link trwały

<<Pierwszy <Powrót | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | Dalej> Ostatni>>