Rajd Szkolny 
W poniedziałek, 13 czerwca zebraliśmy się w doskonałych humorach w celu poszukiwania przygód na stokach naszych pięknych gór. Pogoda idealna, uśmiechy na twarzach, doskonała ekipa i weseli nauczyciele... czegóż chcieć więcej?

Tak więc wyruszyliśmy w kierunku Piwnicznej. Wędrówkę zaczęliśmy w Łabowej dokąd podwiozły na autobusy. Gawędząc i żartując pokonywaliśmy w ślimaczym tempie kolejne odcinki. Co prawda marsz co chwilę przerywały liczne postoje, aby nawet ci, którzy najbardziej się wlekli, nie odstawali za bardzo od reszty grupy. Przerwy zarządzane były przez 'miłosiernych' nauczycieli, którzy 'pozwalali nam odpocząć'. Sami jednak zapewne nawet się nie zgrzali.

Dłuższy postój zaliczyliśmy na Hali łabowskiej, gdzie pani Witek urządziła nam sesję zdjęciową. Największą furorę robiły słit fotki na stojącym nieopodal traktorze, który udało nam się uruchomić.

W końcu, po wielogodzinnej podróży dotarliśmy do Piwnicznej-Czercz. Mieszkaliśmy w domkach 5-6 osobowych. Wprawdzie niektórzy musieli spać na podłodze, ale to również miało swój urok.

Rywalizacja drużyn poszczególnych klas rozpoczęła się od konkursów. Pierwszym był test wiedzowy, następnie konkurs piosenki rajdowej. Do późnego wieczora siedzieliśmy przy ognisku, rozmawiając i drąc się wniebogłosy. Najlepiej wychodziły nam pieśni, których chyba nie będziemy przytaczać w szkole.

Kiedy 'położyliśmy się spać' w ośrodku nie zapanowała jednak cisza. Najciekawiej mieli ci, którzy ze swoich okien widzieli ognisko, wokół którego przebywali nauczyciele. Zawsze wiedzieli, kiedy do ich domku zbliża się któryś z opiekunów. Podobno zabawnym widokiem był również taniec jednego z nauczycieli przy palenisku.

Następnego dnia kontynuowaliśmy zawody w naszym rajdzie. Od rana przygotowywano śniadania konkursowe i kolejne konkurencje. Pojawiły się kiełbaski z grilla, zasmażane parówki, kanapeczki, tosty i tym podobne. Grunt, że wszyscy żyjemy po naszych własnoręcznie robionych potrawach. Z reszty dyscyplin najzabawniejszą okazało się przeciąganie liny. Zawodnicy musieli użyć nie tylko siły, ale i sprytu, gdyż teren polano wodą, a oni sami znajdowali się w plastikowych workach. Oj! Niejeden z nich miał brudne spodnie!

Po południu nastąpiło rozwiązanie i podsumowanie rywalizacji. Na zakończenie rajdu przyjechali również ojcowie dyrektorzy. Zwycięzcą okazała się... mieszana drużyna klas Ib i Ic! Miejsca na podium nagrodzone zostały tytułami 'Platfusy' oraz 'Jany', a także tobołkami, w których znajdowała się słodka niespodzianka. Następnie nasi koledzy urządzili dla reszty uczestników pokaz ASG. W pełnym osprzętowaniu zainscenizowali krótką scenkę walki, która bardzo przypadła nam do gustu.

Wracaliśmy pociągiem. Byliśmy zmęczeni, ale w pełni usatysfakcjonowani. Rajd był doskonałą zabawą. I żałowaliśmy tylko jednego; że na kolejny taki wypad musimy czekać cały rok.

[ Zobacz wpis ] ( 1094 Oglądane )   |  Link trwały

<Powrót | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | Dalej> Ostatni>>