Dzień Sportu, czy Dzień Dziecka? 
Jak przystało na Liceum i Gimnazjum, Dzień Dziecka w naszej szkole świętowany był brakiem zajęć lekcyjnych. Hurra!

Oczywiście, żeby nikogo nie urazić mianem dziecka, atrakcje odbyły się pod dumną nazwą Dnia Sportu. Mimo iż faktycznie w uprawianie sportu włączał się każdy, to również każdy z nas czuł się niczym małe dziecko. I bardzo słusznie! Przecież każdy, nawet nauczyciele (o dziwo!), był lub dalej jest dzieckiem. Wydaje się, że najlepiej przypomnieliśmy sobie o tym w trakcie meczu Nauczyciele kontra Uczniowie.

Pierwsza połowa dała dużo satysfakcji zgromadzonej widowni, gdyż wreszcie mieliśmy okazję pokazać swoją wyższość nad 'teacherami'. Mimo usilnych starań drużyna koła pedagogicznego musiała uznać wyższość licealistów. Jednak w drugiej połowie nauczyciele zmagający się tym razem z gimnazjalistami przypomnieli sobie jak się biega. Każdy wywodzący się z pokoju nauczycielskiego wypruwał sobie płuca, aby nie stracić autorytetu wśród uczniów. A jak wiadomo każdy błąd pociągał za sobą cierpkie komentarze... Mimo to grający pod presją nauczyciele i nauczycielki (nie można zapomnieć o poświęceniu pani Kumor) poradzili sobie z kilkukrotnie młodszymi przeciwnikami. Nie można powiedzieć, że do wyniku nie przyczyniło się 'obiektywne' sędziowanie. Szczególnie kiedy arbitrem był pan Pieniążek, manager zespołu nauczycieli. No cóż, 'sąd sądem, ale sprawiedliwość...' znów była po stronie dorosłych.

Mecz to jedno, ale emocje wzbudzały również inne konkurencje: przeciąganie liny, konkurs 'kapek', czy bieg lotny. Zwycięscy zostali obdarowani nagrodami i zapewnili sobie nieśmiertelną sławą szkolnych bohaterów.

Po naszych 'igrzyskach' zmęczeni, głodni i spragnieni posilaliśmy się kiełbaskami z grilla. Wszyscy byli radośni i uśmiechnięci. Tak powinno być zawsze! I najważniejsze - nikt nie myślał o tym, że następnego dnia znowu mieliśmy rozpocząć lekcje o 8:00. Ale to już inna historia...

[ Zobacz wpis ] ( 1016 Oglądane )   |  Link trwały

<Powrót | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | Dalej> Ostatni>>