ReKreacje 
ReKreacje, czyt. Rekolekcje ;) Cóż tu o nich można powiedzieć? Streścić się można w kilku zdaniach, np.:
Było fajne. Modliliśmy się do Pana Boga o zdrowie rodziny, psa, nauczycieli itd. Śpiewaliśmy dużo piosenek. Uczestniczyliśmy w Mszach Świętych. - tak można powiedzieć bardzo lakonicznie o rekolekcjach i to zarówno licealnych, jak i gimnazjalnych. Ja jednak preferuje bardziej kunsztowne opisy wzbogacone o anegdotki, a jak się da, to i o ciekawe cytaty :)
Rekolekcje w gimnazjum - trwały przez jeden dzień, mianowicie odbyły się 26 lutego 2010 roku w piątek. Uczniowie musieli przyjść, na 8.45 i spotkać mieli się wszyscy w szkolnej sali gimnastycznej. Jako że są dzicy i dziksi trzeba było dopilnować tej całej zgrai rozbrykanych łobuziaków, postawiono więc w stan gotowości cały sztab generalny, w którego skład wchodzili: przede wszystkim Ksiądz prowadzący prym - Jakub Śpiewak SJ, trzech jego VIP-ów, a także tacy nauczyciele jak: mgr Marcin Smajdor, mgr Monika Ma(j)ciaszek, brat "bliźniak" mgr inż. Tomasza Słomczyńskiego (pseud. wiadomy o.O) - mgr Marek Słomczyński (pseud. wiadomy), mgr Anna Kumor, mgr Bartosz Wańczyk, mgr Marek Szymański i inni równie zadziwiający luuudzie. Relacje światków mówią zbyt wiele by móc opowiedzieć wszystko. Najciekawszym jednak przeżyciem było wyobrażanie sobie drzewa, na które wspiął się pewien celnik by ujrzeć Jezusa... przesłanie rekolekcji: by zobaczyć swojego idola skacz wyżej niż on sam może xD
Co do liceum... uhh dużo by mówić :)) Skoncentrujmy się na razie na klasach I liceum (o II i III wkrótce).
W tych rekolekcjach klasy pierwsze mogłyby być wdzięczne za nocleg, jedzenie, wodę, światło i ciepło - zakonnicom, które udzieliły nam schronienia w swoim Domu Rekolekcyjnym w Ciężkowicach. Z tegoż względu, że dom ów był drewniany, a przypadkowy ogień mógłby go uszkodzić, postanowili pilnować nas wychowawcy klas pierwszych: mgr Ewa Młynarczyk (IA), mgr Monika Twardowska-Święs (IB), mgr Bożena Sułkowska (IC). Zaś by odwrócić naszą uwagę od złego i sprowadzić na ścieżkę dobra sprowadzono z bagien warszawskich kaznodzieje: ks. Artura Niechwieja SJ; głównym jednak organem mającym pomóc w nawracaniu nas stał się ks. Mariusz Łobodziński SJ. By zapobiec ewentualnym poszerzeniu tych społeczności klasowych, zdeterminowani opiekunowie postanowili umieścić chłopców na parterze domostwa, zaś pierwsze piętro opanowała płeć przeciwna. Po godzinnej jeździe z NS do Ciężkowic o godzinie 17.00 z groszami byliśmy już na miejscu - pomijam fakt, że trzeba było się wspindrać na kawał góry :P. Po jako takim zakwaterowaniu i rozeznaniu w terenie, na 18.00 przyszliśmy na kolację. Godzinę później też siedzieliśmy na c z t e r e c h literach tyle że w kaplicy znajdującej się na 2 piętrze. Tuż po mszy udaliśmy się na wieczorny seans, który był możliwy tylko i wyłącznie dzięki zdolnością kilku osób o pojęciu ponad przeciętnym z zakresu wiedzy informatycznej i bynajmniej nie był to pan mgr inż. Aleksander Jarmoliński :P Niestety mimo tych wprawnych rąk, film pt. "Zielona mila" zatrzymywał się - co ciekawe zawsze w dość dziwnych momentach, kiedy jednak zatrzymało się wtedy gdy para małżonków się obejmowała, zaczęliśmy podejrzewać, że zakonnice nałożyły cenzurę. Technika zawodzi i to czysta prawda, tak więc mimo trudów musieliśmy zrezygnować z oglądania w całości tego filmu. Po pokonaniu "milowych" kolejek pod prysznice, zastosowaniu środków czyszczących, udaliśmy się do swoich pokoi, gdzie tam niemalże każda osoba nie zasnęła wcześniej niż o 1.00, no ale już o tym nie mówmy :D Dnia następnego mieliśmy modlitw, a modlitw, najpierw poranna, potem adoracje NS, potem msza, w między czasie śniadanie, spacer dwugodzinny, obiad (co było na nim? Jak ktoś chce wiedzieć, to proszę się spytać ks. Łobodzińskiego, który jest smakoszem i z pewnością doskonale zapamiętał wszystko co można było i co było związane z obiadem), kolacja. Od mniej więcej godziny 20.00 oglądaliśmy, a w zasadzie do oglądaliśmy film, niedokończony poprzedniego wieczoru, następnie mieliśmy pół godziny na wymycie się, po czym przyszła kolej na komedię francuską, która została puszczona najprawdopodobniej dla potrzeb nauczycieli, którzy chcieli nas "zamęczyć na sen". Tak też się stało, po oglądnięciu w całym Domu Rekolekcyjnym było cichuteńko jak makiem zasiał, bowiem wszyscy padli na łóżka. Rano powtórka z rozrywki - poranna modlitwa, śniadanie i konferencja. Chwila na spakowanie manatek, spowiedź - szczerze mówiąc nie wiem, czy ktoś z niej w ogóle skorzystał :PP Po Mszy Świętej, ostatniej wspólnej modlitwie na rekolekcjach 2010, zeszliśmy na obiad. Potem ostatecznie opuściliśmy Dom Rekolekcyjny, lecz przedtem uwieczniliśmy się w Księdze Pamiątkowej zakonnic. W końcu nic już nam nie pozostało jak udać się na rynek w Ciężkowicach, skąd udaliśmy się z powrotem do Nowego Sącza.
Modlitwa i zaduma, chwile śmiechu, może też zwątpienia w swoje możliwości, te trzy dni dały nam zapewne wiele do myślenia, jednak chyba przede wszystkim osiągnęliśmy jeden z głównych założeń tych rekolekcji - nie tylko poznaliśmy się sami lepiej od wewnątrz, ale też wzajemnie umocniliśmy nasze więzy koleżeńskie, odkrywając jak wiele znaczy przyjaźń ;)

Lianell

P.S. Zapomniałbym dodać, szanowny Rafał Palej został Misską Jezuitów 2010, jak widać, rekolekcje pozwoliły odkryć jego prawdziwe powołanie :P Gratulujemy Rafałowi! Mamy nadzieje, że powtórzy swój sukces w następnym roku, czym zagwarantuje sobie dostęp do wyboru Missek Małopolskich!

[ Zobacz wpis ] ( 1339 Oglądane )   |  Link trwały

<<Pierwszy <Powrót | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | Dalej> Ostatni>>