Mikołajki 
Każde dziecko wie (tylko później zapomina), że na początku grudnia Święty Mikołaj przychodzi na świat i rozdaje prezenty. Z tego oczywistego powodu również do naszej szkoły przyszedł Mikołaj. Dzień 6 grudnia wypadł w niedzielę, więc mikołajki rozbiły się na te falstartowe i te spóźnione. W klasach, zgodnie z zasadą "każdy dla każdego" Mikołajów było wielu, choć nie każdy święty i nie wszystkie prezenty były, jak na Mikołaja przystało... odpowiednio cenzuralne. A uczniowie pomysłów mają wiele. Pojawiły się nawet skaczące części ciała kobiecego (jakie to wiadomo) ... Jedyną elitą był biol-chem rocznika pierwszego, gdyż do nich (ku zazdrości innych) naprawdę przyszedł Mikołaj. Gdy na swojej godz. wych. wkroczyli do sali, byli bardzo zaskoczeni, gdyż prezenty były już przygotowane. Czyżby cuda ?

Co do cudów to było ich więcej. Rzeczą prawie niemożliwą (nawet bardziej niż autostrady i stadiony na 2012) był fakt, cząstkowego udzielenia się świątecznej atmosfery naszym dyktatorom merytorycznym. W umysłach nauczycieli zaiskrzył (niczym iskry z maszyny elektrostatycznej z sali 209 rażące Panią od fizyki) pomysł chwilowego zawieszenia tyrani i obdarowania uciskanego ludu resztką miłosierdzia. Zaowocowało to na niektórych lekcjach brakiem przesłuchań czy składania pisemnych zeznań w dniu mikołajek. Choć nie wszystko było bezcelowe. Niektórzy wykładowcy częstowali swoich uczniów cukierkami niewiadomego pochodzenia, co pod pretekstem pojednania, na pewno miało zmusić nas do jeszcze większego wysiłku umysłowego, możliwego jedynie dzięki skromnej dawce glukozy. Z przykrością trzeba przyznać, iż nie zawsze było tak pięknie. Parafrazując przysłowie "student potrafi" na "uczeń potrafi", niektórzy uczniowie, wykorzystując mikołajki, jako okazję do składania jawnych łapówek, obdarowali swoich ulubionych nauczycieli prezentami, oczywiście ze szczerego serca i bezcelowo.

Po szkole krążył też Mikołaj w tradycyjnym stroju amerykańskim (cały czerwony, białe elementy, długa siwa broda i śmieszna czapka - strój niczym nie przypominający biskupa, ale cóż...). Musiał on transportować bardzo cenną zawartość, gdyż obstawy mógł mu pozazdrościć sam Barrack Obama. Samolotów F-16 ani F-999 nie było, ale za to miał budzących postrach 2 garniturowych goryli i 2 żołnierzy, którzy oczyszczali teren z niegrzecznych dzieci (i nauczycieli też) przed wkroczeniem Świętego. Robili to przez (prawie) wyważenie drzwi i ostrzelanie wszystkiego co się rusza, prawdopodobnie upamiętniając nadchodzącą rocznice stanu wojennego.

[ Zobacz wpis ] ( 786 Oglądane )   |  Link trwały

<<Pierwszy <Powrót | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | Dalej> Ostatni>>