...ukradli księżyc... 
Poniedziałkowe zajęcia uniemożliwiły nam osobiste "spotkanie się" z prezydentem Kaczyńskim, który w tym dniu odwiedził nasze miasto. Nasz wybraniec narodu zawstydził Turbo Dymomana, bo w przeciwieństwie do poprzednich prezydentów posiada swoją kopię i to wszystko dzięki klonowaniu. Tak, więc mamy zapasowego prezydenta, ale mimo wszystko nie mieliśmy możliwości wyjścia mu na spotkanie. A gdyby to były czasy komunistyczne(dobre czasy) to wyjście ze szkoły na spotkanie z towarzyszem obywatelem byłoby obowiązkowe, a nieobecność musiałaby być usprawiedliwiona zwolnieniem lekarskim bądź innym ważnym powodem. Wzięlibyśmy szturmówkę, założylibyśmy czerwone krawaty i radośnie śpiewalibyśmy "Na barykady, ludu roboczy". Aby godnie przyjąć przedstawiciela jedynej słusznej władzy przygotowania rozpoczęłyby się dużo wcześniej i nie marnowalibyśmy czasu na jakieś prędkości elektronów po orbicie czy wyposażenie armii niemieckiej podczas wojny. Wszyscy wiedzą, że armia naszych wschodnich przyjaciół była wyposażona sto razy lepiej...

W szkole mamy żałobę po kanarku, zginął w niewyjaśnionych okolicznościach (fachowo ujmując zjawisko nastąpił "spadek energii potencjalnej żywotności ciała").Trafne wydaję się tutaj sformułowanie jednej z naszych anglistek, a mianowicie:"nieumiejętne spowodowanie zabójstwa" przy tłumaczeniu słówka "manslaughter".Nie wiemy nic ponadto, iż przyczyną zgonu była śmierć. Ta smutna wiadomość obiegła szkołę w poniedziałek rano. Niewiadomo czy kanarek sporządził testament i gdzie ów dokument wyrażający ostatnią wolę miałby się znajdować. A kluczy do wszystkich zakamarków w sali biologicznej wytrwale strzeże jedna osoba, teraz przynajmniej wiemy, dlaczego...


[ Zobacz wpis ] ( 863 Oglądane )   |  Link trwały

<<Pierwszy <Powrót | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | Dalej> Ostatni>>