Nie ma to jak dobry początek ;) 
Czy życie byłoby weselsze bez szkoły? Nie raz słyszy się naokoło siebie: "Jezu jak ja nienawidzę tej budy!" albo "Ta nauka to koszmar, już dłużej tego nie zniosę!". Jednak myślę, że każdy tak naprawdę choć trochę znajduję rozrywki w szkole... hmmm... rozrywki, no oczywiście głównie przychodzimy się tam uczyć, ALE, tam też poznajemy nowych ludzi, którzy z czasem stają się dobrymi kumplami. Odpowiedzcie sobie szczerze przed samym sobą: Czy szkoła jest naprawdę nudna, czy to przypadkiem ona nie zapełnia nam właśnie luki "bezczynność" lub "zawieszenie"? Dobra teraz koniec tej filozofii...
WŁAŚNIE nasz szkolny Blog ożywa z dniem 2 września, kiedy to odbywają się pierwsze lekcje. Ten zaszczytny przywilej opisywania szkolnych podrygów otrzymały pewne niezwykle wścibskie osoby: Lianell i gugu! To one będą towarzyszyć temu blogowi i zdawać Wam na bieżąco nowinki niekiedy śmieszne, czasem bolesne dla uczniów, czy też nauczycieli. Mamy uszy wszędzie, oczy wszędzie i posiadamy szósty zmysł... o którym będziemy pisać później*, teraz zajmijmy się początkiem roku szkolnego, był on bowiem niesamowity i tajemniczy jak każde rozpoczęcie, chociaż uczeń przy zdrowym umyśle raczej za pasjonujący uznałby zakończenie roku szkolnego, co jest równoznaczne z początkiem wakacji, ale nie przejmujcie się do końca jeszcze 10 miesięcy!!! Powracając do głównego i jakże ważnego wątku. Msza rozpoczęła ten nowy rok szkolny wraz z wybiciem godziny 9.00. O.Dyrektor i O.Robak jak co roku podnieśli nas na duchu mądrymi przemówieniami i dodali otuchy naszym mózgownicom, które wedle prawa mają być nastrojone dokładnie od 1 września, gdzie potem poprzez katorżniczą pracę trwającą 10 miesięcy ocieramy się o katharsis, o czym zapewne dowiecie się uważnie słuchając wykładów naszych polonistów. Po jakże niecodziennym, poruszającym i wzniośle zaśpiewanym hymnie Rzeczpospolitej Polskiej na placu wsparł nas jeszcze list od ministra oświaty, ale na tym skończyło się nasze szczęście. Następnie nadania dla nauczycieli i co najważniejsze: ślubowanie klas pierwszych gimnazjum i liceum. Streszczę krótko... Klasy gimnazjum były chyba zbyt przejęte, więc nie były w stanie wydobyć ze swych jeszcze młodych strun głosowych jakiegokolwiek dźwięku, natomiast klasy liceum zabrzmiały głośniej niż dzwony watykańskie i były z siebie bardzo dumne. Potem wszyscy udali się do klas ze swymi wychowawcami: niektórzy byli nowi inni "zużyci" bardziej lub mniej(zależy od stanu nerwowego, na którym swe znamienne piętno odcisnęli starzy wychowankowie). Wszędzie wrzawa, podniecone głosy i te iskierki w oczach - tak nawiasem ciekawa jestem czy też będą tacy uradowani gdy przyjdzie im znieść tortury, do których wykonywania daleko każdemu średniowiecznemu królowi, w przeciwieństwie do naszych ukochanych nauczycieli. Jak się okazało na dzień następny te barwne świetliki w oczach w większości pogasły... no cóż... bywa... do zobaczenia w kolejnej relacji szkolnych perypetii:

Lianell.

Oto wyniki pierwszych kartkówek z biologii:
WYNIKI

*jest on charakterystyczny dla uczniów nawiedzonych nadmierną energią, którą wykorzystują wzbogacając się o najnowsze ploteczki :P

[ Zobacz wpis ] ( 1032 Oglądane )   |  Link trwały

<<Pierwszy <Powrót | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |