Przyszedł kwiecień, teraz maj... 
... z kwietniem egzaminy naszych ukochanych gimnazjalistów, trwające trzy dni: 27, 28, 29. Jak poszły im testy okaże się później, na razie jednak jest wskazane nadal trzymać kciuki za uczniów naszej szkoły bo...
... z majem zaś, rozpoczęły się matury, polski już za nami, matma w trakcie, a reszta przed.
Nic nie cieszy jak cudze nieszczęście - tak mówią, jednak w tym przypadku nie ma się co cieszyć moi drodzy, lecz należy wspierać tych, którzy pocą się teraz dla siebie ale i dla przyszłych pokoleń. Nie bójcie się WAS do spotka prędzej czy później.

Powracając jednak do kwietnia. Był taki sobotni, popołudniowy dzień, niezwykle słoneczny, przybrany radością. Nie dziwota moi drodzy, bo w tym też dniu nasz vice-dyrektor, O. Radosław Robak złożył swoje ostatnie śluby zakonne. Odbyła się z tej okazji niezwykle uroczysta msza. Szczerze mówiąc nigdy nie byłam na takiej mszy: było tam wiele ciepła, nie brakowało szczęścia, proszę mi wierzyć :D Następnie w zakrystii rodzina, przyjaciele i koledzy O. Robaka składali mu życzenia, lecz tłumnie (a jakże!) przybyli także uczniowie i nauczyciele naszego Liceum i Gimnazjum. Nasz wielebny fizyk mógł doświadczyć aż nadto zjawiska jakim jest wzajemne przyciąganie się ciał :P Obyśmy i my mogli brać z niego przykład i tak jak on się spełniać... oczywiście nie musimy się koniecznie przywiązywać do murów zakonnych ;)

W tym też dniu urodziny obchodził znakomity nauczyciel biologii i chemii (młodsze roczniki niestety nie miały go okazji poznać, a może, może kiedyś...) ks. Artur Niechwiej SJ. Zasypaliśmy go gradem życzeń i zaśpiewaliśmy mu hucznie sto lat. Dobrze, że nikomu w kościele nie wyrwało się "Jeszcze po kropelce...".

Aktualnie liceum przesiaduje sobie w swoich przytulnych domkach, gimnazjum chodzi z nieukrywaną "radością" do szkoły, no a maturzyści ślęczą nad biurkami z toną książek - lepiej późno niż wcale :P

Nikt nie może już doczekać się tego dźwięku... ostatni dzwonek. Ah! Byle wytrwać do wakacji, no już naprawdę nie dużo. Miejmy nadzieje, że ten czas, który pozostał do końca roku szkolnego nauczyciele spożytkują jak najbardziej wzorowo - taka piękna pogoda (co? ktoś mówił coś o tym tygodniu? nieeee!), no np.: chodźmy pokopać w piłkę na fizyce: sprawdzimy jej pęd i oznaczymy właściwie wektory na ich trajektoriach lotu, na biologii pozbieramy rożne robaki i inne owady oraz sklasyfikujemy odpowiednio, co do historii, moglibyśmy poznać intrygujące zakątki naszego miasta: wiele monopolowych na pociąąąągające historie, zaś na polskim moglibyśmy opisywać niczym Homer morze Tyrreńskie, wzburzone fale Dunaju, na angielskim, francuskim, czy niemieckim popisać się naszymi umiejętnościami lingwistycznymi i wskazać drogę zagubionemu turyście do pewnego klubu: in front of the our school//en face de notre école//vor unserer Schule. ;) Różne takie... eh... konieczność przetrwania się wzmaga z każdym dniem jak i wizja dwóch miesięcy wolnego!

Lianell


Komentarz 
Nie można dodawać komentarzy do tego wpisu.