...odmrożone mózgi... 
Ferie się już niestety skończyły. Na brak zimy nie mogliśmy narzekać jak to bywało w poprzednich latach. Nasze władze się nie spisały i na sądeckim rynku brak jest koksowników, służących do ogrzania się. A komunistyczna władza to dbała o towarzyszy obywateli i nawet na ulicach można było spotkać prototypy centralnego ogrzewania. A u nas w szkole to różnie, czasem przygrzeją czasem przemrożą, zmienni jak kobiety. Bo jak twierdzi nasz nieprawdopodobnie wielebny ojciec wice-dyrektor:"Jak jest zimniej to mózgi lepiej pracują". Cóż, niektórym to czy w cieple czy w zimnie to i tak w ogóle nie pracują. Poza tym można zaoszczędzić na odzieży wierzchniej, gdy powietrze jest cieplejsze. A tak to trzeba stosować różne inne sposoby rozgrzewania się, swoją drogą mogą być bardzo integrujące. Dlatego przy tak mroźnej pogodzie nie powinno dziwić i irytować pytanie; "Masz ogień?".W końcu jakoś trzeba podnieść energię kinetyczną cząstek wewnętrznych organizmu. Od wewnątrz można się rozgrzać jeszcze przez wprowadzenie do ustroju odpowiedniej ilości(oczywiście jak największej) stosownych płynów, aby chociaż ociepliły się relacje interpersonalne.
A z tym myśleniem jak jest zimno to wcale nie jest prawda, bo organizm zużywa większą ilość energii na wytwarzania ciepła w celu ogrzania się zamiast zużyć ją na pracę mózgu. Ci, co w głowie mają pustą przestrzeń mają ułatwione zadanie, bo nie tracą energii na pracę mózgu, który zużywa aż jedną czwartą glukozy.Na niektórych lekcjach nie ma różnicy czy ciepło czy zimno, bo np. na lekcjach u pani Sułkowskiej uczniowie i tak się trzęsą i klepią zdrowaśki, aby nie zostać wywołanym do odpowiedzi. A u pani Bialic jak by tak przeprowadzić doświadczenie jak zachowuje się człowiek pod wpływem działania napięcia elektrycznego efekt byłby podobny, a nawet można powiedzieć bardziej wyrazisty, a uśmiech na twarzy bardziej zarysowany.
Mróz(nie Kuba!)ma także swoje dobre strony. Łapiąc zawias podczas odpowiedzi z historii można się łatwo wytłumaczyć, że język zamarzł w ustach, a brak zadania domowego wyjaśniamy brakiem prądu w domu. W końcu nie można nikogo faworyzować przez to, że doszedł do niego postęp cywilizacyjny. Nauczyciele muszą wykazywać wyrozumiałość bardziej konserwatywnym poglądom, może np. ktoś nie akceptuje elektryczności i siedzi przy lampie naftowej. Modne jest ostatnio także bycie przyjaznym dla środowiska, więc czy nauczyciel ma prawo przyczepić się do tego, że ktoś ma w domu ciemno, bo energia elektryczna jest nieekologiczna i nie ma sposobności pracy w domu? Poza tym wprost idealna jest wymówka, tłumacząca spóźnienie spowodowane złymi warunkami na drogach itd., gorzej jak ktoś spóźnia się w południe po dwudzietsiominutowej przerwie, a na poprzedniej lekcji ma obecność.


Komentarz 
Nie można dodawać komentarzy do tego wpisu.